Ustronie Morskie
-
DST
28.40km
-
Czas
01:17
-
VAVG
22.13km/h
-
VMAX
39.20km/h
-
Temperatura
24.0°C
-
Sprzęt Kross Hexagon X1
-
Aktywność Jazda na rowerze
Po 2,5-tygodniowej przerwie, spowodowanej załamaniem pogody i jej efektem w postaci mocnego przeziębienia, od razu gdy poczułem się lepiej, wsiadłem na rower. Na rozruszanie pojechałem do Ustronia Morskiego i z powrotem, może trasa mało wyszukana, ale chodziło o sprawdzenie, jak wyglądam kondycyjnie po tej przerwie.
Wyjechałem z domu około 16:15. Na ścieżce rowerowej do Ustronia cały czas ręka na hamulcu, co chwilę trafiała się grupka turystów, akurat wracająca z plaży lub rowerzyści-turyści, "pędzący" z zawrotną prędkością ślimaka polnego.
Tradycyjnie, jak zawsze w sezonie, gdy ujrzałem pierwsze zabudowania Sianożęt zjechałem ze ścieżki na szosę. Tam można było spokojnie popedałować w miarę pustą drogą. Ciąg pieszo-rowerowy wzdłuż plaży takiej swobody już nie dawał.
Do Ustronia dotarłem po 35 minutach jazdy. 5 minut odpoczynku i ruszyłem w drogę powrotną. Jazda drogami po Ustroniu w sezonie letnim to koszmar. Jedziesz ulicą nie szybciej niż marne 16-17 km/h, bo przed tobą wlecze się zawalidroga w postaci luksusowego BMW, Mercedesa, czy innego cuda z Warszawki, Wrocka, czy jakiś inny "miastowy", który musi się polansować na wiosce...
W Sianożętach ponownie wjeżdżam na ścieżkę rowerową, którą wracam do Kołobrzegu praktycznie bez przeszkód, nie licząc gościa, który wyskoczył mi prawie pod koła na mostku w ekoparku, gdy mijałem się z innymi rowerzystami.
Do domu dotarłem przed 18.
Kategoria >20 km, Samotnie





















