Wpisy archiwalne w kategorii
Poza powiat
| Dystans całkowity: | 7198.93 km (w terenie 4.50 km; 0.06%) |
| Czas w ruchu: | 373:35 |
| Średnia prędkość: | 18.93 km/h |
| Maksymalna prędkość: | 48.00 km/h |
| Suma podjazdów: | 123 m |
| Liczba aktywności: | 121 |
| Średnio na aktywność: | 59.50 km i 3h 09m |
| Więcej statystyk | |
Z Grzmiącej do Sławna
-
DST
91.81km
-
Czas
05:23
-
VAVG
17.05km/h
-
VMAX
43.50km/h
-
Temperatura
18.0°C
-
Sprzęt Kross Trans 2.0
-
Aktywność Jazda na rowerze
Sobota, 31 maja 2025 | dodano: 02.06.2025
Ależ to był fajny, choć męczący dzień! Piękna pogoda, jazda rowerem po wschodniej ścianie województwa, a na koniec emocje piłkarskie.
Wyruszyliśmy z Kubą o 7.27 z kołobrzeskiego dworca i niecałe dwie godziny później opuszczaliśmy pociąg na stacji w Grzmiącej. Trasę na ten wypad wyznaczyłem jakieś dwa-trzy tygodnie temu, zakładała ona w pierwszym etapie dojazd do Bobolic tzw. torem bobolickim, czyli śladem dawnej linii kolejowej. Początkowo było całkiem fajnie, ale szybko zaczęły nam przeszkadzać błoto i wdzierająca się na ścieżkę roślinność, momentami robiło się tak wąsko, że ciężko było przejechać. Na wysokości miejscowości Czechy zjechaliśmy więc na szosę i do Bobolic dotarliśmy drogą wojewódzką.
W Bobolicach zajrzeliśmy na stadion, gdzie akurat miejscowi juniorzy przygotowywali się do meczu ligowego, a także do centrum, na zaplanowaną przerwę na herbatę. Następnie pojechaliśmy w stronę Polanowa. W miejscowości Gozd, w lokalnym sklepiku uzupełniłem zapas wody na dalszą drogę.
Niesamowity jest klimat tych wiejskich sklepików. Wchodzisz do środka, nagle w sklepie robi się cisza i wszyscy patrzą na Ciebie jak na kosmitę. Coś jak w westernach, gdy obcy wchodzi do saloonu. Po chwili jednak pani ekspedientka z szerokim uśmiechem pyta Cię co podać, a zdarza się, że ludzie zagadują, pytają skąd i dokąd jedziesz.
Pojechaliśmy dalej. W Cybulinie zaczął się długi zjazd dość krętą drogą. Tam mój rower pobił swój rekord prędkości. W najszybszym momencie licznik wskazał 43,5 km/h, a byłoby więcej gdybym ograniczył użycie hamulca. W każdym razie szybko dojechaliśmy do mostu na rzece Radew, a następnie spacerkiem (bo szybciej się nie dało) brukowaną leśną drogą przebiliśmy się do Chocimina.
W Chociminie wrócił asfalt i przez kilka kilometrów znów było wygodnie. Tuż za Wietrznem odbiliśmy w lewo w szutrową drogę przez pola i las do Polanowa. Tutaj spotkał nas chyba największy hardcore tego dnia. Ostry zjazd wyboistą, pełną dziur i kamieni, drogą leśną. Licznik wskazywał prawie 40 km/h, a my pędziliśmy w dół obserwując tylko najbliższe kilka metrów przed nami i wyłapując wzrokiem przeszkody na drodze.
W Polanowie chcieliśmy coś zjeść, ale poza kebabem nie trafiliśmy na nic konkretnego, zatrzymaliśmy się więc na chwilę przy stacji benzynowej. Po krótkiej przerwie wyjechaliśmy z miasta dawnym torem kolejowym w stronę Jacinek. Jechało się ciężko, ścieżka była położona na wysokim nasypie, prowadziła lekko pod górę, a w dodatku mieliśmy przeciwny wiatr.
W Jacinkach wrócił asfalt, który towarzyszył nam już prawie do końca. Mijaliśmy kolejne wioski, za Lejkowem przejechaliśmy most na rzece Grabowej i w wielkich bólach pokonaliśmy kilkukilometrowy podjazd do Święcianowa. To była mordercza walka ze samym sobą, w nogach prawie 80 km, a tu cały czas pod górę i końca nie widać. Chwilami licznik pokazywał prędkość 8-9 km/h.
W Żegocinie (w końcu) znaleźliśmy sklepik. Szukałem go od kilku wiosek. W sklepie jednak rozczarowanie - wodę pani miała tylko w 5-litrowych baniakach. Jako, że w bidonie zrobiło się pusto nie wybrzydzałem i wybrałem cytrynowego Kubusia Water. Pojechaliśmy dalej i bez problemu wylądowaliśmy w Bobrowicach, które są już przedmieściami Sławna - celu naszej wycieczki. Nie chcieliśmy pchać się do Sławna krajową szóstką, pojechaliśmy więc "bokiem", przez wioskę. Było trochę asfaltu, trochę szutru, raz skręciliśmy nie tam gdzie trzeba i musieliśmy zawracać, ale w końcu około godziny 16 dojechaliśmy do Sławna.
W Sławnie pojechaliśmy do centrum coś zjeść, no i znowu królował kebab. Tym razem nie byliśmy wybredni, zjedliśmy co było i pojechaliśmy na stadion, tam o 17 odbywał się mecz okręgówki pomiędzy miejscową Sławą i Astrą Ustronie Morskie. Po ciekawym widowisku wygrali goście, a my ruszyliśmy na małe zakupy i na dworzec, skąd z przesiadką w Koszalinie wróciliśmy do domu mając w nogach przejechane ponad 90 km.
W trakcie wyjazdu zaliczyłem cztery nowe gminy:
- Gmina Polanów
- Gmina Malechowo
- Gmina Sławno (wiejska)
- Miasto Sławno
Trasa: Grzmiąca - Czechy - Łozice Cegielnia - Błotko - Bobolice - Pomorzany - Gozd - Cybulino - Chocimino - Wietrzno - Dzikowo - Jaromierz Polanowski - Polanów - Jacinki - Świerczyna - Bukowo - Domachowo - Laski - Borkowo - Lejkowo - Święcianowo - Żegocino - Smardzewo - Bobrowice - Bobrowiczki - Sławno










Wyruszyliśmy z Kubą o 7.27 z kołobrzeskiego dworca i niecałe dwie godziny później opuszczaliśmy pociąg na stacji w Grzmiącej. Trasę na ten wypad wyznaczyłem jakieś dwa-trzy tygodnie temu, zakładała ona w pierwszym etapie dojazd do Bobolic tzw. torem bobolickim, czyli śladem dawnej linii kolejowej. Początkowo było całkiem fajnie, ale szybko zaczęły nam przeszkadzać błoto i wdzierająca się na ścieżkę roślinność, momentami robiło się tak wąsko, że ciężko było przejechać. Na wysokości miejscowości Czechy zjechaliśmy więc na szosę i do Bobolic dotarliśmy drogą wojewódzką.
W Bobolicach zajrzeliśmy na stadion, gdzie akurat miejscowi juniorzy przygotowywali się do meczu ligowego, a także do centrum, na zaplanowaną przerwę na herbatę. Następnie pojechaliśmy w stronę Polanowa. W miejscowości Gozd, w lokalnym sklepiku uzupełniłem zapas wody na dalszą drogę.
Niesamowity jest klimat tych wiejskich sklepików. Wchodzisz do środka, nagle w sklepie robi się cisza i wszyscy patrzą na Ciebie jak na kosmitę. Coś jak w westernach, gdy obcy wchodzi do saloonu. Po chwili jednak pani ekspedientka z szerokim uśmiechem pyta Cię co podać, a zdarza się, że ludzie zagadują, pytają skąd i dokąd jedziesz.
Pojechaliśmy dalej. W Cybulinie zaczął się długi zjazd dość krętą drogą. Tam mój rower pobił swój rekord prędkości. W najszybszym momencie licznik wskazał 43,5 km/h, a byłoby więcej gdybym ograniczył użycie hamulca. W każdym razie szybko dojechaliśmy do mostu na rzece Radew, a następnie spacerkiem (bo szybciej się nie dało) brukowaną leśną drogą przebiliśmy się do Chocimina.
W Chociminie wrócił asfalt i przez kilka kilometrów znów było wygodnie. Tuż za Wietrznem odbiliśmy w lewo w szutrową drogę przez pola i las do Polanowa. Tutaj spotkał nas chyba największy hardcore tego dnia. Ostry zjazd wyboistą, pełną dziur i kamieni, drogą leśną. Licznik wskazywał prawie 40 km/h, a my pędziliśmy w dół obserwując tylko najbliższe kilka metrów przed nami i wyłapując wzrokiem przeszkody na drodze.
W Polanowie chcieliśmy coś zjeść, ale poza kebabem nie trafiliśmy na nic konkretnego, zatrzymaliśmy się więc na chwilę przy stacji benzynowej. Po krótkiej przerwie wyjechaliśmy z miasta dawnym torem kolejowym w stronę Jacinek. Jechało się ciężko, ścieżka była położona na wysokim nasypie, prowadziła lekko pod górę, a w dodatku mieliśmy przeciwny wiatr.
W Jacinkach wrócił asfalt, który towarzyszył nam już prawie do końca. Mijaliśmy kolejne wioski, za Lejkowem przejechaliśmy most na rzece Grabowej i w wielkich bólach pokonaliśmy kilkukilometrowy podjazd do Święcianowa. To była mordercza walka ze samym sobą, w nogach prawie 80 km, a tu cały czas pod górę i końca nie widać. Chwilami licznik pokazywał prędkość 8-9 km/h.
W Żegocinie (w końcu) znaleźliśmy sklepik. Szukałem go od kilku wiosek. W sklepie jednak rozczarowanie - wodę pani miała tylko w 5-litrowych baniakach. Jako, że w bidonie zrobiło się pusto nie wybrzydzałem i wybrałem cytrynowego Kubusia Water. Pojechaliśmy dalej i bez problemu wylądowaliśmy w Bobrowicach, które są już przedmieściami Sławna - celu naszej wycieczki. Nie chcieliśmy pchać się do Sławna krajową szóstką, pojechaliśmy więc "bokiem", przez wioskę. Było trochę asfaltu, trochę szutru, raz skręciliśmy nie tam gdzie trzeba i musieliśmy zawracać, ale w końcu około godziny 16 dojechaliśmy do Sławna.
W Sławnie pojechaliśmy do centrum coś zjeść, no i znowu królował kebab. Tym razem nie byliśmy wybredni, zjedliśmy co było i pojechaliśmy na stadion, tam o 17 odbywał się mecz okręgówki pomiędzy miejscową Sławą i Astrą Ustronie Morskie. Po ciekawym widowisku wygrali goście, a my ruszyliśmy na małe zakupy i na dworzec, skąd z przesiadką w Koszalinie wróciliśmy do domu mając w nogach przejechane ponad 90 km.
W trakcie wyjazdu zaliczyłem cztery nowe gminy:
- Gmina Polanów
- Gmina Malechowo
- Gmina Sławno (wiejska)
- Miasto Sławno
Trasa: Grzmiąca - Czechy - Łozice Cegielnia - Błotko - Bobolice - Pomorzany - Gozd - Cybulino - Chocimino - Wietrzno - Dzikowo - Jaromierz Polanowski - Polanów - Jacinki - Świerczyna - Bukowo - Domachowo - Laski - Borkowo - Lejkowo - Święcianowo - Żegocino - Smardzewo - Bobrowice - Bobrowiczki - Sławno










Kategoria >20 km, >50 km, Gminobranie, Na mecz, Pociąg, Poza powiat, W towarzystwie
W lany poniedziałek do Chłopów
-
DST
62.86km
-
Czas
03:14
-
VAVG
19.44km/h
-
VMAX
33.00km/h
-
Temperatura
14.0°C
-
Sprzęt Kross Trans 2.0
-
Aktywność Jazda na rowerze
Poniedziałek, 21 kwietnia 2025 | dodano: 28.04.2025
Wielkanocna wycieczka "przed siebie i z powrotem" zaprowadziła mnie do Chłopów - rybackiej wioski między Sarbinowem a Mielnem. Efektem przejechane prawie 63 km.
W tamtą stronę fajne szybkie tempo, zastanawiałem się nawet czy nie jechać dalej, ale skoro w domu czeka pyszny świąteczny obiad to trzeba wracać :) Z powrotem jazda taka bardziej rekreacyjna z kilkuminutowym przystankiem na plaży w Pleśnej. Cała wycieczka zajęła około 4 godziny.












Kategoria >20 km, >50 km, Poza powiat, Samotnie
Z Gryfic nad morze
-
DST
82.43km
-
Czas
04:19
-
VAVG
19.10km/h
-
VMAX
35.50km/h
-
Temperatura
13.0°C
-
Sprzęt Kross Trans 2.0
-
Aktywność Jazda na rowerze
Piątek, 28 marca 2025 | dodano: 29.03.2025
Trafiła się mega fajna pogoda i jeszcze bardziej mega fajna trasa. Rano pobudka, śniadanko i na pociąg. O 10.30 byłem w Gryficach, gdzie zaplanowałem początek trasy. Główną szosą pojechałem do Przybiernówka, a tam zboczyłem na mniejsze drogi. Dojechałem do Grądów, a stamtąd szutrówką do Modlimowa. Przez Modlimowo prowadzi droga brukowana, ale miała bardzo wygodne pobocze.
Dalej asfaltem dotarłem do Cerkwicy, skąd drogą wojewódzką pojechałem do Karnic. W Karnicach odbiłem na Dreżewo, zatrzymałem się przy ruinach pałacu i polną drogą ruszyłem do Pustkowa. W samo południe zameldowałem się nad morzem, zrobiłem fotkę pod repliką krzyża z Giewontu i wzdłuż morza ruszyłem w stronę domu. Zatrzymałem się w Trzęsaczu przy ruinach kościoła na klifie, dalej Rewal, Niechorze i Pogorzelica praktycznie bez przystanków. Przez lasy koło jednostki wojskowej dojechałem do Mrzeżyna, gdzie zrobiłem dłuższą przerwę na obiad. Zjadłem i mi się odechciało dalej jechać, więc ostatni odcinek to już typowy dojazd do domu. Wyszedł z tego cały dzień, ale na koniec licznik wskazywał 82 km. Tylko ludzie dziwnie patrzyli jak jechałem w koszulce z krótkim rękawem i w krótkich spodenkach :D
Trasa: Gryfice - Przybiernówko - Grądy - Modlimowo - Cerkwica - Mojszewo - Karnice - Dreżewo - Pustkowo - Trzęsacz - Rewal - Niechorze - Pogorzelica - Mrzeżyno - Rogowo - Dźwirzyno - Grzybowo - Kołobrzeg.











Dalej asfaltem dotarłem do Cerkwicy, skąd drogą wojewódzką pojechałem do Karnic. W Karnicach odbiłem na Dreżewo, zatrzymałem się przy ruinach pałacu i polną drogą ruszyłem do Pustkowa. W samo południe zameldowałem się nad morzem, zrobiłem fotkę pod repliką krzyża z Giewontu i wzdłuż morza ruszyłem w stronę domu. Zatrzymałem się w Trzęsaczu przy ruinach kościoła na klifie, dalej Rewal, Niechorze i Pogorzelica praktycznie bez przystanków. Przez lasy koło jednostki wojskowej dojechałem do Mrzeżyna, gdzie zrobiłem dłuższą przerwę na obiad. Zjadłem i mi się odechciało dalej jechać, więc ostatni odcinek to już typowy dojazd do domu. Wyszedł z tego cały dzień, ale na koniec licznik wskazywał 82 km. Tylko ludzie dziwnie patrzyli jak jechałem w koszulce z krótkim rękawem i w krótkich spodenkach :D
Trasa: Gryfice - Przybiernówko - Grądy - Modlimowo - Cerkwica - Mojszewo - Karnice - Dreżewo - Pustkowo - Trzęsacz - Rewal - Niechorze - Pogorzelica - Mrzeżyno - Rogowo - Dźwirzyno - Grzybowo - Kołobrzeg.











Kategoria >20 km, >50 km, Pociąg, Poza powiat, Samotnie
Koszalin - Kołobrzeg
-
DST
51.86km
-
Czas
02:45
-
VAVG
18.86km/h
-
VMAX
32.00km/h
-
Temperatura
13.0°C
-
Sprzęt Kross Trans 2.0
-
Aktywność Jazda na rowerze
Piątek, 7 marca 2025 | dodano: 11.03.2025
Ostatnio trochę zaatakowała mnie grypa, a potem jeszcze zatoki, miałem więc przymusową przerwę od jeżdżenia. W piątek jednak postanowiłem się w końcu ruszyć. Kilka dni myślałem gdzie pojechać, ostatecznie padło na spokojną "rozgrzewkową" trasę z Koszalina do Kołobrzegu.
Odkąd mi na osiedlu wybudowali dwa przystanki kolejowe w kierunkach na Koszalin i Białogard jest luksus i nie trzeba już na każdy pociąg jechać na dworzec. Wyszedłem więc z domu spokojnie 10 minut przed przyjazdem pociągu, a na peronie i tak musiałem jeszcze parę minut poczekać.
Około 9:40 dotarłem do Koszalina i od razu ruszyłem w kierunku Mielna. Pogoda była idealna do jazdy - kilkanaście stopni, słońce, praktycznie bez wiatru. W Mścicach zatrzymałem się na chwilę na stacji benzynowej żeby kupić wodę i po niecałej godzinie zameldowałem się w Mielnie.

Nigdzie mi się nie spieszyło, zajrzałem więc na promenadę, popatrzyłem na ludzi spacerujących po plaży i ruszyłem dalej. Jechałem w piątek, więc ruch na Velo Baltice był niewielki. Szybko dotarłem do Chłopów, gdzie jak zwykle zajrzałem na molo. Tym razem darowałem sobie herbatę w sklepiku na przystani rybackiej planując dłuższy postój nieco później.

Z Chłopów rzut beretem do Sarbinowa, więc dojechałem w kilka minut. Na ścieżce rowerzystów nie minąłem żadnych, wyprzedziły mnie na to dwa auta z Urzędu Morskiego. Później spotkałem je przy zejściu na plażę w Sarbinowie. W miejscowości zajrzałem na promenadę, którą bardzo lubię (choć samo Sarbinowo mnie nie przyciąga).

Kolejnym przystankiem były Gąski. W związku z piękną pogodą po cichu liczyłem, że knajpka przy latarni morskiej będzie czynna, ale niestety wszystko było pozamykane, więc zajrzałem na chwilę na plażę żeby parę minut odpocząć i ruszyłem dalej.



Bardzo fajnie się jedzie ścieżką rowerową z Gąsek przez las w kierunku Ustronia Morskiego. Pamiętam jak prowadził tamtędy leśny szlak jeszcze zanim położono asfalt, teraz to jest luksus. Zatrzymałem się na moment na moście na rzece Czerwonej i pojechałem do Ustronia Morskiego, gdzie (po niepowodzeniu w Sarbinowie i Gąskach) postanowiłem w końcu zrobić dłuższy postój i napić się herbaty. Szukając otwartej kawiarni lub restauracji trafiłem w bardzo przyjemne miejsce niemal na samej wydmie, więc herbata i serniczek z takim widokiem to była czysta przyjemność :)

Posiedziałem tam jakieś pół godzinki, ale został ostatni odcinek do domu. Końcówkę przejechałem już na spokojnie, zatrzymując się tylko na moment na kładce w ekoparku. Łącznie wyszło ponad 50 km przejechane bardzo na luzie, więc forma po chorobie okazała się lepsza niż myślałem. To dobry znak.

Odkąd mi na osiedlu wybudowali dwa przystanki kolejowe w kierunkach na Koszalin i Białogard jest luksus i nie trzeba już na każdy pociąg jechać na dworzec. Wyszedłem więc z domu spokojnie 10 minut przed przyjazdem pociągu, a na peronie i tak musiałem jeszcze parę minut poczekać.
Około 9:40 dotarłem do Koszalina i od razu ruszyłem w kierunku Mielna. Pogoda była idealna do jazdy - kilkanaście stopni, słońce, praktycznie bez wiatru. W Mścicach zatrzymałem się na chwilę na stacji benzynowej żeby kupić wodę i po niecałej godzinie zameldowałem się w Mielnie.

Nigdzie mi się nie spieszyło, zajrzałem więc na promenadę, popatrzyłem na ludzi spacerujących po plaży i ruszyłem dalej. Jechałem w piątek, więc ruch na Velo Baltice był niewielki. Szybko dotarłem do Chłopów, gdzie jak zwykle zajrzałem na molo. Tym razem darowałem sobie herbatę w sklepiku na przystani rybackiej planując dłuższy postój nieco później.

Z Chłopów rzut beretem do Sarbinowa, więc dojechałem w kilka minut. Na ścieżce rowerzystów nie minąłem żadnych, wyprzedziły mnie na to dwa auta z Urzędu Morskiego. Później spotkałem je przy zejściu na plażę w Sarbinowie. W miejscowości zajrzałem na promenadę, którą bardzo lubię (choć samo Sarbinowo mnie nie przyciąga).

Kolejnym przystankiem były Gąski. W związku z piękną pogodą po cichu liczyłem, że knajpka przy latarni morskiej będzie czynna, ale niestety wszystko było pozamykane, więc zajrzałem na chwilę na plażę żeby parę minut odpocząć i ruszyłem dalej.



Bardzo fajnie się jedzie ścieżką rowerową z Gąsek przez las w kierunku Ustronia Morskiego. Pamiętam jak prowadził tamtędy leśny szlak jeszcze zanim położono asfalt, teraz to jest luksus. Zatrzymałem się na moment na moście na rzece Czerwonej i pojechałem do Ustronia Morskiego, gdzie (po niepowodzeniu w Sarbinowie i Gąskach) postanowiłem w końcu zrobić dłuższy postój i napić się herbaty. Szukając otwartej kawiarni lub restauracji trafiłem w bardzo przyjemne miejsce niemal na samej wydmie, więc herbata i serniczek z takim widokiem to była czysta przyjemność :)

Posiedziałem tam jakieś pół godzinki, ale został ostatni odcinek do domu. Końcówkę przejechałem już na spokojnie, zatrzymując się tylko na moment na kładce w ekoparku. Łącznie wyszło ponad 50 km przejechane bardzo na luzie, więc forma po chorobie okazała się lepsza niż myślałem. To dobry znak.

Kategoria >20 km, >50 km, Pociąg, Poza powiat, Samotnie
Do Koszalina
-
DST
48.79km
-
Czas
02:35
-
VAVG
18.89km/h
-
VMAX
37.50km/h
-
Temperatura
2.0°C
-
Sprzęt Kross Trans 2.0
-
Aktywność Jazda na rowerze
Piątek, 17 stycznia 2025 | dodano: 19.01.2025
W piątek pojechałem wzdłuż morza z Kołobrzegu do Koszalina, co dało przejechany dystans 48 kilometrów. Wiatr wiał w plecy, mgła jakoś strasznie widoczności nie ograniczała, na ścieżkach bardzo pusto (na całej trasie mijałem SIEDMIU rowerzystów). Na przystani rybackiej w Chłopach jak zwykle zatrzymałem się na herbatę. To bardzo fajne miejsce, przez kilka lat chyba tylko raz trafiłem, że sklepik był zamknięty.
W miejscowościach nadmorskich cisza i spokój. Jedynie w Ustroniu Morskim kręciło się trochę spacerowiczów. W Mielnie nie wjeżdżałem do centrum ani w okolice promenady, bo mi się nie chciało, byłem tam wiele razy, więc od razu skierowałem się w kierunku Koszalina. W Koszalinie kierunek dworzec i pociągiem wróciłem do Kołobrzegu. Cała droga zajęła mi 2,5 godziny samej jazdy, a z przystankami ok. 3,5.









W miejscowościach nadmorskich cisza i spokój. Jedynie w Ustroniu Morskim kręciło się trochę spacerowiczów. W Mielnie nie wjeżdżałem do centrum ani w okolice promenady, bo mi się nie chciało, byłem tam wiele razy, więc od razu skierowałem się w kierunku Koszalina. W Koszalinie kierunek dworzec i pociągiem wróciłem do Kołobrzegu. Cała droga zajęła mi 2,5 godziny samej jazdy, a z przystankami ok. 3,5.









Kategoria >20 km, Pociąg, Poza powiat, Samotnie
Trzebiatów - Kołobrzeg
-
DST
45.02km
-
Czas
02:22
-
VAVG
19.02km/h
-
VMAX
36.50km/h
-
Temperatura
4.0°C
-
Sprzęt Kross Trans 2.0
-
Aktywność Jazda na rowerze
Sobota, 28 grudnia 2024 | dodano: 29.12.2024
Miałem pojechać w piątek, ale ta mgła, nie chce mi się, itp, pojadę w sobotę, będzie lepsza pogoda. Okazało się, że... mgła w sobotę była jeszcze większa. No, ale nic, zaplanowałem to jadę. Podjechałem na dworzec, kupiłem bilet i pół godziny później, w samo południe, byłem w Trzebiatowie.
Trzebiatów znam, jeździłem tam nie raz - rowerem, samochodem. Z dworca pojechałem wzdłuż murów miejskich pod Basztę Kaszaną. Tam fotki i kolejny punkt, czyli rynek. Po sfotografowaniu wszystkiego wyruszyłem w kierunku wybrzeża. Przez Nowielice, Trzebusz i Roby ścieżką rowerową (od Robów drogą lokalną z płyt jumbo) dotarłem do Mrzeżyna. Tam spędziłem trochę czasu kręcąc się po porcie. Okazało się jednak, że knajpki są pozamykane, więc na herbatę ruszyłem do Dźwirzyna. W Dźwirzynie w porcie rybackim herbata w smażalni, ale czas szybko leciał i trzeba było wracać zanim się ściemni. Od Dźwirzyna do Kołobrzegu już bez przystanków. Jeszcze krótka wizyta w parku rekreacji (druga herbata) i około 16 dotarłem do domu.









Trzebiatów znam, jeździłem tam nie raz - rowerem, samochodem. Z dworca pojechałem wzdłuż murów miejskich pod Basztę Kaszaną. Tam fotki i kolejny punkt, czyli rynek. Po sfotografowaniu wszystkiego wyruszyłem w kierunku wybrzeża. Przez Nowielice, Trzebusz i Roby ścieżką rowerową (od Robów drogą lokalną z płyt jumbo) dotarłem do Mrzeżyna. Tam spędziłem trochę czasu kręcąc się po porcie. Okazało się jednak, że knajpki są pozamykane, więc na herbatę ruszyłem do Dźwirzyna. W Dźwirzynie w porcie rybackim herbata w smażalni, ale czas szybko leciał i trzeba było wracać zanim się ściemni. Od Dźwirzyna do Kołobrzegu już bez przystanków. Jeszcze krótka wizyta w parku rekreacji (druga herbata) i około 16 dotarłem do domu.









Kategoria >20 km, Pociąg, Poza powiat, Samotnie
Po selfie z ziemniakiem
-
DST
100.51km
-
Czas
05:18
-
VAVG
18.96km/h
-
VMAX
44.50km/h
-
Temperatura
23.0°C
-
Sprzęt Kross Trans 2.0
-
Aktywność Jazda na rowerze
Piątek, 20 września 2024 | dodano: 22.09.2024
Setka pękła :) Dokręcona końcówka na siłę, ale jest! A pojechałem tylko zrobić selfie z ziemniakiem ;P
Wymyśliłem sobie, że pojadę dziś do Biesiekierza pod pomnik ziemniaka i wrócę trochę inną drogą. Do Rusowa miałem ścieżkę rowerową i jechało się przyzwoicie, chociaż pod wiatr. W Rusowie fotka zabytkowego kościoła, a potem spotkanie z lokalnymi przewodnikami.
Zajeżdżam pod wejście do parku dworskiego, pod drzewem przy stoliku siedzi dwóch panów i relaksuje się przy chłodnych napojach ;) Nagle jeden pyta:
- Pan Polak?
(ja) - Tak, oczywiście.
- Aaa, ale tu nie ma co zwiedzać.
- Rozumiem, dziękuję. Zrobię zdjęcie i jadę.
- Wszystko się rozleciało...
- No niestety. Miłego dnia Panowie!
Przez Strachomino dojechałem do Skoczowa, gdzie obejrzałem zza płotu pałac z XIX wieku, a następnie (dalej pod wiatr) minąłem Mierzyn, Ubysławice, Warnino i Kraśnik żeby dojechać do Biesiekierza. Tam selfie z pomnikiem ziemniaka, chwila przerwy i jadę dalej, już w drogę powrotną.
W Parnowie zajrzałem do pałacu, który teraz jest bodajże hotelem, spa, czy coś. Od Parnowa wszędzie było widać dekoracje dożynkowe. Kilka dni temu w Dobrzycy odbywały się dożynki powiatu koszalińskiego. Dojechałem do Gąsek i szukałem miejsca, gdzie można coś zjeść, niestety otwarty był tylko lokal przy latarni morskiej, a kolejka była akurat kosmiczna...
Na zupkę stanąłem w Ustroniu Morskim, pół godziny przerwy pozwoliło doładować bateryjki i pokonać kryzys, więc do Kołobrzegu dojechałem bez problemów. Na miejscu jeszcze mała przejażdżka do latarni morskiej żeby dokręcić do setki i powrót do domu.
Trasa: KOŁOBRZEG - Sianożęty - Ustronie Morskie - Kukinka - Kukinia - Rusowo - Strachomino - Skoczów - Mierzyn - Ubysławice - Warnino - Kraśnik - Biesiekierz - Parnowo - Popowo - Wierzchomino - Dobrzyca - Borkowice - Śmiechów - Gąski - Pleśna - Ustronie Morskie - Sianożęty - KOŁOBRZEG












Wymyśliłem sobie, że pojadę dziś do Biesiekierza pod pomnik ziemniaka i wrócę trochę inną drogą. Do Rusowa miałem ścieżkę rowerową i jechało się przyzwoicie, chociaż pod wiatr. W Rusowie fotka zabytkowego kościoła, a potem spotkanie z lokalnymi przewodnikami.
Zajeżdżam pod wejście do parku dworskiego, pod drzewem przy stoliku siedzi dwóch panów i relaksuje się przy chłodnych napojach ;) Nagle jeden pyta:
- Pan Polak?
(ja) - Tak, oczywiście.
- Aaa, ale tu nie ma co zwiedzać.
- Rozumiem, dziękuję. Zrobię zdjęcie i jadę.
- Wszystko się rozleciało...
- No niestety. Miłego dnia Panowie!
Przez Strachomino dojechałem do Skoczowa, gdzie obejrzałem zza płotu pałac z XIX wieku, a następnie (dalej pod wiatr) minąłem Mierzyn, Ubysławice, Warnino i Kraśnik żeby dojechać do Biesiekierza. Tam selfie z pomnikiem ziemniaka, chwila przerwy i jadę dalej, już w drogę powrotną.
W Parnowie zajrzałem do pałacu, który teraz jest bodajże hotelem, spa, czy coś. Od Parnowa wszędzie było widać dekoracje dożynkowe. Kilka dni temu w Dobrzycy odbywały się dożynki powiatu koszalińskiego. Dojechałem do Gąsek i szukałem miejsca, gdzie można coś zjeść, niestety otwarty był tylko lokal przy latarni morskiej, a kolejka była akurat kosmiczna...
Na zupkę stanąłem w Ustroniu Morskim, pół godziny przerwy pozwoliło doładować bateryjki i pokonać kryzys, więc do Kołobrzegu dojechałem bez problemów. Na miejscu jeszcze mała przejażdżka do latarni morskiej żeby dokręcić do setki i powrót do domu.
Trasa: KOŁOBRZEG - Sianożęty - Ustronie Morskie - Kukinka - Kukinia - Rusowo - Strachomino - Skoczów - Mierzyn - Ubysławice - Warnino - Kraśnik - Biesiekierz - Parnowo - Popowo - Wierzchomino - Dobrzyca - Borkowice - Śmiechów - Gąski - Pleśna - Ustronie Morskie - Sianożęty - KOŁOBRZEG












Kategoria >100 km, >20 km, >50 km, Poza powiat, Samotnie
Białogard - Kołobrzeg przez Mielno
-
DST
91.86km
-
Czas
04:45
-
VAVG
19.34km/h
-
VMAX
33.50km/h
-
Temperatura
28.0°C
-
Sprzęt Kross Trans 2.0
-
Aktywność Jazda na rowerze
Piątek, 6 września 2024 | dodano: 12.09.2024
W piątek udało się przejechać 92 km z Białogardu, przez Koszalin do Kołobrzegu. To pierwsza taka długa trasa od kilku tygodni. Pojechałem do Białogardu przedpołudniowym Regio i ruszyłem z miasta zahaczając o rynek.
Na początku "górska premia" w Klępinie Białogardzkim, potem przyjemna jazda wioskami gmin Białogard i Świeszyno do Strzekęcina. Tam chwila przerwy przy pałacu i ścieżką rowerową do Koszalina. Podziwiam ludzi, którzy jeżdżą tamtędy w drugą stronę, odniosłem wrażenie, że od Strzekęcina do Konikowa jechałem praktycznie cały czas z górki.
W Konikowie pauza na Orlenie i jazda do Koszalina. Przebiłem się przez miasto terenami zielonymi nad Dzierżęcinką, zaglądając na chwilę pod ratusz.
Kolejna dłuższa przerwa (czyli więcej niż 5 minut) była na plaży w Mielnie, potem obiad z Sarbinowie i powrót do domu bez większych historii, tym bardziej, że od Mielna było cały czas z wiatrem.
Trasa: Białogard - Klępino Białogardzkie - Dargikowo - Pomianowo - Żeleźno - Wronie Gniazdo - Bardzlino - Golica - Strzekęcino - Chłopska Kępa - Świeszyno - Chałupy - Konikowo - Koszalin - Mścice - Strzeżenice - Mielno - Mielenko - Chłopy - Sarbinowo - Gąski - Pleśna - Ustronie Morskie - Sianożęty - Kołobrzeg











Na początku "górska premia" w Klępinie Białogardzkim, potem przyjemna jazda wioskami gmin Białogard i Świeszyno do Strzekęcina. Tam chwila przerwy przy pałacu i ścieżką rowerową do Koszalina. Podziwiam ludzi, którzy jeżdżą tamtędy w drugą stronę, odniosłem wrażenie, że od Strzekęcina do Konikowa jechałem praktycznie cały czas z górki.
W Konikowie pauza na Orlenie i jazda do Koszalina. Przebiłem się przez miasto terenami zielonymi nad Dzierżęcinką, zaglądając na chwilę pod ratusz.
Kolejna dłuższa przerwa (czyli więcej niż 5 minut) była na plaży w Mielnie, potem obiad z Sarbinowie i powrót do domu bez większych historii, tym bardziej, że od Mielna było cały czas z wiatrem.
Trasa: Białogard - Klępino Białogardzkie - Dargikowo - Pomianowo - Żeleźno - Wronie Gniazdo - Bardzlino - Golica - Strzekęcino - Chłopska Kępa - Świeszyno - Chałupy - Konikowo - Koszalin - Mścice - Strzeżenice - Mielno - Mielenko - Chłopy - Sarbinowo - Gąski - Pleśna - Ustronie Morskie - Sianożęty - Kołobrzeg











Kategoria >20 km, >50 km, Pociąg, Poza powiat, Samotnie
Gąski
-
DST
45.88km
-
Czas
02:18
-
VAVG
19.95km/h
-
VMAX
34.50km/h
-
Temperatura
20.0°C
-
Sprzęt Kross Trans 2.0
-
Aktywność Jazda na rowerze
Niedziela, 1 września 2024 | dodano: 02.09.2024
Na niedzielę zaplanowałem przejażdżkę do Gąsek. Cały sierpień byłem tak zawalony pracą i różnymi innymi zajęciami, że nawet nie było kiedy pojeździć. Zmobilizowałem się więc w końcu w ten weekend.
Wyjechałem z domu ok. 10:30 i bez większych przystanków w niewiele ponad godzinę dojechałem do Gąsek. Wiedziałem, że o 12 będzie tam mecz B Klasy, więc zajrzałem na boisko żeby go obejrzeć. Gospodarze przegrali 3:4, a ja wróciłem do domu z krótką przerwą na odpoczynek w Podczelu.
Dobrze wrócić, chociaż mocy trochę brak.








Wyjechałem z domu ok. 10:30 i bez większych przystanków w niewiele ponad godzinę dojechałem do Gąsek. Wiedziałem, że o 12 będzie tam mecz B Klasy, więc zajrzałem na boisko żeby go obejrzeć. Gospodarze przegrali 3:4, a ja wróciłem do domu z krótką przerwą na odpoczynek w Podczelu.
Dobrze wrócić, chociaż mocy trochę brak.








Kategoria >20 km, Na mecz, Poza powiat, Samotnie
Do Niechorza na mecz
-
DST
87.73km
-
Czas
04:41
-
VAVG
18.73km/h
-
VMAX
40.00km/h
-
Temperatura
24.0°C
-
Sprzęt Kross Trans 2.0
-
Aktywność Jazda na rowerze
Sobota, 20 lipca 2024 | dodano: 27.08.2024
Często jeździmy na mecze Wybrzeża Rewalskiego do Niechorza, przeważnie samochodem. Tym razem pojechaliśmy rowerami. Towarzyszyli mi Marcin i Mariusz, był to lipcowy sparing przed startem rozgrywek III ligi, do której Wybrzeże awansowało w czerwcu po raz pierwszy w historii.
Sama jazda w obie strony to tempo bardzo rekreacyjne, dużo rozmów, przystanków, relaksu nad brzegiem morza. Pogoda dopisała, więc jechało się bardzo przyjemnie. Zawodnicy przegrali, ale nie wynik jest w sparingu najważniejszy. W drodze powrotnej prawie godzinka przerwy na klifie na punkcie widokowym za Pogorzelicą i obiad w Mrzeżynie.



Kategoria >20 km, >50 km, Na mecz, Poza powiat, W towarzystwie





















